contrast14.jpgcontrast13.jpgcontrast4.jpgcontrast9.jpgcontrast10.jpgcontrast11.jpgcontrast8.jpgcontrast15.jpgcontrast7.jpgcontrast6.jpgcontrast1.jpgcontrast12.jpgcontrast2.jpg

POTOP SZWEDZKI NA ZIEMI JANOWSKIEJ

Potop szwedzki na Ziemi Janowskiej
„Potop szwedzki” - najazd na Polskę w 1655 r. wojsk szwedzkich pod wodzą króla Karola Gustawa. Rzeczpospolita była wtedy osłabiona wojnami kozackimi i wojnami z Rosją, toteż Szwecja uznała, że atak na nasz kraj będzie łatwym łupem. Istotnie, początek wojny na to wskazywał, do czego przyczyniła się zdrada magnatów wielkopolskich oraz litewskich. Jednak szybko na terenie Rzeczypospolitej rozwinęła się partyzantka. Powszechny bunt i nienawiść budziło w narodzie polskim rosnące rozpasanie szwedzkich żołnierzy, gwałty, grabieże, profanacja kościołów i obraza uczuć religijnych Polaków. Poruszenie wywołały wieści o oblężeniu i obronie słynącego z cudów klasztoru paulinów w Częstochowie. Późną jesienią 1655 r. Jasna Góra dowodzona przez przeora Augustyna Kordeckiego zdołała odeprzeć atak armii nieprzyjaciela, a obronę klasztoru potraktowano jako cud za wstawiennictwem samej Matki Bożej. Istotnie był to przełomowy moment, bowiem od tego momentu kraj poderwał się do walki z najeźdźcami i szala zwycięstwa przechyliła się na stronę polską. Ostatecznie wojska Karola Gustawa w czerwcu 1657 r. wycofały się z Rzeczpospolitej, pozostawiając po sobie jednak olbrzymie spustoszenia – tak ludnościowe, jak i materialne.

Walki ze Szwedami w okolicy Janowa Lubelskiego
Jedna ze zwycięskich potyczek ze Szwedami miała miejsce pod Opatowem na ziemi kieleckiej. Inna w Rudniku nad Sanem, którą dowodził Stefan Czarniecki; wówczas o mało nie zginął król szwedzki. W marcu 1656 r. pod Niskiem znów Czarniecki z sukcesem zaatakował armię szwedzką. Zaraz potem armię Karola Gustawa zablokowały pod Sandomierzem siły Lubomirskiego, Sapiehy i Czarnieckiego. O walkach w samym Janowie Lubelskim źródła milczą, wspominając jedynie o wielkim spustoszeniu miasta i wsi Biała (spalono kościół pw. Wszystkich Świętych), gwałtach i rabunkach żołnierzy szwedzkich. Na północ od miasta miało miejsce starcie Potockiego z wojskiem podporządkowanego Szwedom Rakoczego. Zabity wtedy został koń Potockiego. Mimo porażki Potockiemu udało się jednak wycofać przez Kraśnik, Bełżyce i Lublin do Łukowa, gdzie połączył się z wojskiem litewskim oraz dywizjami Lubomirskiego i Czarnieckiego. Pod Potokiem Wielkim znajdował się wojskowy obóz szwedzki, po którym przetrwała w tradycji nazwa „Wały Szwedzkie”. Drugi obóz Szwedzi mieli na Rudzie k. Janowa.

Czytaj więcej...

„DJALO” CZYLI JAK DAWNIEJ KOLĘDOWANO W JANOWIE LUBELSKIM I OKOLICACH. Podziel się wspomnieniami!

Kto pamięta dawnych kolędników chodzących od chaty do chaty z Herodami, Djalem, z szopka czy z kozą? Poprzebieranych, rozśpiewanych, przynoszącym domownikom radość, dobrą nowinę i życzenia „co by się dobrze darzyło na ten Nowy Rok”.
 
Zapraszamy mieszkańców Janowa Lubelskiego i okolic do udziału w społecznej zbiórce relacji związanych z tradycjami kolędniczymi okresu Bożego Narodzenia. Czekamy na Wasze opowieści, wspomnienia oraz stare zdjęcia przedstawiające kolędników lub sytuacje kolędnicze.Zapraszamy mieszkańców Janowa Lubelskiego i okolic do udziału w społecznej zbiórce relacji związanych z tradycjami kolędniczymi okresu Bożego Narodzenia. Czekamy na Wasze opowieści, wspomnienia oraz stare zdjęcia przedstawiające kolędników lub sytuacje kolędnicze.

W śród starszych mieszkańców Janowa Lubelskiego nadal żywa jest pamięć o kolędnikach przedstawiających „Djalo” (janowska wersja Herodów) lub chodzących „z kozą”. W okolicach Godziszowa, Zdziłowic chodzono również z „Krakowskim weselem”. Niestety zwyczaje te od dawien dawna nie są już praktykowane.
 

Czytaj więcej...

11 LISTOPADA ŚWIĘTO NIEPODLEGŁOŚCI ORAZ 6 URODZINY JANOWSKIEJ KOLEBKI

W DNIU NARODOWEGO ŚWIĘTA  NIEPODLEGŁOŚCI ORAZ 6 URODZIN NASZEJ STRONY, CHCEMY WSZYSTKIM ZŁOŻYĆ SERDECZNE PODZIĘKOWANIA ZA TO, ŻE JESTESCIE Z NAMI. DZIĘKUJEMY ! 

6 URODZINY JANOWSKIEJ KOLEBKI

KSIĄDZ PIOTR BAJKIEWICZ

KSIĄDZ PIOTR BAJKIEWICZ (1898-1940)

Pierwszy grób, na jaki się natkniemy wchodząc główną bramą na janowski cmentarz, należy do Rozalii Zawisza – matki byłego proboszcza Michała Zawiszy, oraz ks. Piotra Bajkiewicza. Kim był ten kapłan? Jak z Litwy trafił do naszego miasta, by tutaj zakończyć życie?

Ksiądz Piotr Bajkiewicz urodził się 7 kwietna 1898 r. w Grodnie. Tam pobierał nauki szkolne i ukończył seminarium duchowne. Jako kapłan pracował od 1924 r. w Niemnie (obecnie Brzozówka), gdzie zbudował nowy kościół. Ponadto uczył religii w szkołach w Sielcu, Rudzie i Ogrodnikach. Przemieszczał się motocyklem marki harley co było niezwykłą rzadkością, jak na owe czasy. Od 1927 był kapelanem rezerwy Wojska Polskiego. Był skierowany na studia w Instytucie Papieskim w Rzymie, ale brak potwierdzenia czy te studia odbył. Od 1936 r. został prefektem w Gimnazjum im. Hetmana K. Chodkiewicza w Lidzie. Jedna z jego uczennic, Halina Wilczyńska, wspomina po latach: „Był człowiekiem niezwykłym, obdarzonym szczególną charyzmą, potrafił oczarować młodzież od najmłodszych do najstarszych. […] Około 90% młodzieży wyznania rzymsko-katolickiego należało do Sodalicji Mariańskiej. Mieliśmy swój sztandar, z którym chodziliśmy na procesje. Dziewczynki nosiły specjalne duże medaliki na błękitnych wstążkach, a chłopcy takie same medaliki, tylko z małą błękitną kokardką, przypięte do klapy mundurka. Ksiądz Prefekt miał aparat fotograficzny i zrobił nam mnóstwo zdjęć […]. Organizował wiele wspaniałych wycieczek, np. do Kalwarii Wileńskiej, a do Ostrej Bramy - prawie co roku. Nikogo do niczego nie zmuszał, a wszyscy postępowali tak jak On sobie życzył. Pamiętam, że w każdą pierwszą sobotę miesiąca biegałyśmy około 3-ch km do kościoła na godzinę 6,30 na «Godzinki». Nauczył nas pięknie śpiewać m.in. śpiewów Mszy Gregoriańskiej, Mszy Recytowanej po łacinie itp.

Był obdarzony szczególną charyzmą, patronował harcerstwu, organizował pielgrzymki i wycieczki, zwłaszcza do Ostrej Bramy. Cechowała go olbrzymia tolerancja. Zapraszał, a nawet zachęcał uczniów innych wyznań do uczestniczenia w lekcjach religii i brania udziału w dyskusjach religijnych; często żydzi i prawosławni pozostawali na jego lekcję religii. Zachowywał się dość oryginalnie. Chodził w czarnej pelerynie, której jedna połowa była przerzucona na ramię. Idąc, zresztą dość szybko, zawsze czytał brewiarz nie zwracając pozornie uwagi na to co się dookoła dzieje. Oprócz zeszytów do religii z normalnymi zapisami objętymi programem szkolnym. jego uczniowie mieli również specjalne ozdobne grube zeszyty z tak zwanymi „złotymi myślami”. Inna uczennica, Maria Bukatko, wspomina jedną z tych „myśli”: „Z drogi wytkniętej nigdy nie zbaczaj, / Zawsze cierp, kochaj, milcz i przebaczaj. (A gdy cię będą goryczą napawać - ) Ucz się za kamień chlebem oddawać”.

Czytaj więcej...

17 września – PAMIĘTAJMY!

ros1

80 lat temu, 17 września 1939 sowiecki żołdak, wraz z tysiącami swoich kumpli, wyważył drzwi i włamał się do Polski - naszego wspólnego domu! Wspólnie z żołnierzem niemieckim poczęli rabować nasz dom, i to, co najcenniejsze, najwartościowsze pakowali do swoich plecaków.

 

Ukradli prawie wszystko. A czego nie dało się spakować – pałaców, kamieni, pięknych mebli, dzieł sztuki, wszystkiego dookoła, to zniszczyli. Bardzo dokładnie i doszczętnie. Potem żołdak sowiecki posprzeczał się z niemieckim i zaczęli się w naszym domu bić, wybijając resztki pozostałych okien.

 

Czytaj więcej...

WybranskiFamily