contrast8.jpgcontrast15.jpgcontrast1.jpgcontrast13.jpgcontrast11.jpgcontrast10.jpgcontrast7.jpgcontrast9.jpgcontrast4.jpgcontrast12.jpgcontrast14.jpgcontrast6.jpgcontrast2.jpg

KOLEKCJA ZDJĘĆ OD MIESZKAŃCÓW JANOW LUBELSKIEGO

W ostatnim czasie otrzymaliśmy kilkadziesiąt zdjęć ukazujących Janów Lubelski w roku 1990. Zdjęcia ukazują rynek, targowisko, zabudowę miejską i wiele wiele innych ciekawych miejsc. Niestety na dzień dzisiejszy nie udało nam się ustalić kto jest autorem owych zdjęć. W związku z tym, mamy do wszystkich prośbę, by popytali znajomych, krewnych, rodzinę czy może przypadkiem nie posiadają wiedzą kto mógłby wykonać te zdjęcia. Za udostępnione zdjęcia dziękujemy mieszkańcom Janowa (G.D / K.W), którzy od samego początku wspierają nasze działania. Zapraszamy wszystkich do galerii po lewej stronie --> Janów Lubelski 1990. Miłego wspominania...Projekt bez tytułu

11 LISTOPADA NARODOWE ŚWIĘTO NIEPODLEGŁOŚCI WYWIEŚMY FLAGĘ! JANÓW LUBELSKI PAMIĘTAMY!

11 LISTOPADA ŚWIĘTO NIEPODLEGŁOŚCI PAMIĘTAJMY WYWIEŚMY FLAGĘ1

7 URODZINY JANOWSKIEJ KOLEBKI!

7 URODZINY JANOWSKIEJ KOLEBKI 1

DZIEWIĘĆ UDERZEŃ W DZWON ZA POLEGŁYCH POD WARNĄ – DAWNY ZWYCZAJ JANOWA LUBELSKIEGO

Nie każdy wie, że przy kościele tutejszym istniał od dawna zwyczaj w porze przedwieczornej uderzania w duży dzwon 9 razy za poległych pod Warną.
Królowi się zmarło, wojsku się zmarło, a dzwon bił dziewięć razy o zmierzchu... - pisał poeta Władysław Broniewski.
rok 1940 zdjęte dzwony, które niemcy zrabowali i przetopili na armaty.jpg
Bicie w dzwon upamiętniało dziewięć lat rządów Króla Polski Władysława III Wareńczyka, który to 10 listopada 1444 roku przewodził bitwie z Turkami pod Warną, w której jego siły zostały rozbite, a on sam zginął. Nasze miasto nie jest jedynym w którym odbywał się, bądź odbywa taki zwyczaj bicia w dzwon wieczorową porą. Jak wiadomo ze źródeł, w Piotrkowie Trybunalskim ta tradycja zachowała się przez ok. 500 lat do czasu II wojny światowej, kiedy to Niemcy przestrzelili dzwon. Teraz postanowiono wrócić do tradycji bicia dzwonu i od 2018 roku w Piotrkowie Trybunalskim możemy zaobserwować taki zwyczaj. Podobnie również jest w Sandomierzu, tradycja przekazywana z pokolenia na pokolenie mówi że, wieczorem dzwon sandomierskiej katedry uderza za poległych w bitwie pod Warną, oraz tych, co utonęli w Wiśle. Dzwon za poległych pod Warną bił dziewięć razy.

Czytaj więcej...

KOLEJARZ Z BIAŁEJ

Nazywał się Jan Orzeł. Całe życie - z wyjątkiem opisanego poniżej epizodu wojennego - spędził w Białej, dokładniej „za rzeką” – jak mawiał. Urodził się na początku ubiegłego wieku, pamiętał oba pożary bialskich kościołów, Belinę, Bijasiewicza i inne przedwojenne postacie życia publicznego naszego powiatu, w którym to zyciu sam zresztą aktywnie uczestniczył. Był wdzięcznym gawędziarzem, ponadto pisywał całkiem udane wiersze. Zmarł ok. 1990 roku, a jedno z jego wspomnień pragnę opisać.
Screenshot 2020 05 18 1JK 1 JK pdf
Ożeniłem się w kwietniu 1919 roku, a parę miesięcy później rozpoczęła się wojna polsko-bolszewicka. Tylko co ukończyliśmy Żniwa, dostałem wezwanie z komisji poborowej. Boże mój! żona w ciąży, jej i moi rodzice starzy i niesprawni... Kto zwiezie zboże? Kto wykopie ziemniaki, obsieje oziminę, przygotuje rolę na zimę? A tu powiastka wyraźnie mówi: zgłosić się w Lublinie w celu rekrutacji. Nikogo nie zwalniają, każdy z Janowa czy Białej, który dostał wezwanie przede mną, poszedł na wojnę. Nie spaliśmy po nocach, nie potrafiłem pocieszyć żony, ani ona mnie. Co będzie? A jak nie wrócę? Jak ona sama da sobie radę z dzieciakiem i gospodarką? „Pod Twoją obronę uciekamy się Święta Boża Rodzicielko...”Modliliśmy się żarliwie, ale żadnego wyjścia ani pociechy nie znaleźliśmy. Tymczasem nadszedł dzień, w którym miałem stanąć przed komisją. Pożegnałem się z Żoną, rodziną, sąsiadami. Płakaliśmy wszyscy. Byłem juz umówiony z furmanem, który woził ludzi do Szastarki, ale do Janowa przyszedłem dużo wcześniej niz potrzeba. Wstąpiłem do kościoła i przez dwie godziny błagałem Najświętszą Maryję: „Matko pomóż, Matko, ratuj, Matko ocal mnie!...” Łkałem cały czas i wyszedłem pełen żalu. Nie doznałem pocieszenia, wręcz odwrotnie - moja gorycz sięgnęła dna. W Szastarce pierwszy raz w życiu zobaczyłem pociąg. Wsiadło nas kilkunastu poborowych. Z lubelskiego dworca poszliśmy pieszo na Podzamcze, wskazane na wezwaniu miejsce zbiórki. A tam na ogromnym błoniu dosłownie tłum ludzi, nie wiem - może pięć, może dziesięć tysięcy.

Czytaj więcej...

WybranskiFamily