JMod Facebook Slider Likebox

contrast10.jpgcontrast9.jpgcontrast8.jpgcontrast15.jpgcontrast1.jpgcontrast12.jpgcontrast6.jpgcontrast4.jpgcontrast14.jpgcontrast11.jpgcontrast2.jpgcontrast13.jpgcontrast7.jpg

Kapitan „Vis” - Józef Łukasiewicz

Kapitan „Vis”

 

L1

Patronem wąskiej uliczki łączącej ul. Ulanowską z Rudą i Grupką jest Wincenty Sowa „Vis”. Jest jednym z mniej znanych janowskich bohaterów, którym wojna splątała losy aż do unicestwienia.

Przyszedł na świat 5 kwietnia 1914 r. w Rudzie k. Janowa Lubelskiego. Był najstarszy z rodzeństwa, po nim urodzili się: Franciszek, Leonarda i Danie-la. W Janowie ukończył szkołę powszechną i gimnazjum (mała matura), a potem, w 1934 r. Liceum Handlowe w Przemyślu. W 1936r służył w wojskowej Szkole Podchorążych w Tomaszowie Lubelskim, gdzie uzyskał stopień podporucznika Zaczął pracować w spółdzielczości — kolejno: w Ja-nowie, Puławach i Zamościu. Jednocześnie podjął studia zaoczne w Wyższej Szkole Handlowej w Poznaniu.

1 września 1939 r. zastał go w Zamościu. Zgłosił się na ochotnika do Szkoły Podchorążych w Tomaszowie Lubelskim, z której w stopniu pod-porucznika został skierowany do 8. Pułku Piechoty w Lublinie. Po przegranej kampanii wrześniowej wrócił w październiku do Janowa i ożenił się z Janiną Jeżynkówną.

Jesienią 1939 r. związał się ze Służbą Zwycięstwu Polski. Utrzymywał kontakty z miejscowymi działaczami niepodległościowymi: Janem Świtlukiem, Janem Szpytem, Józefem Siedleckim, Rutą, Baranem, Bolińskim, ks. Dąbrowskim i jego siostrzeńcem Sławkiem. Dużą rolę w zorganizowaniu tej siatki miał wielki patriota i polityk, ks. dziekan Józef Dąbrowski, późniejszy więzień UB.

Nieocenionym skarbem Wincentego było wówczas radio, z którego można było czerpać najnowsze wiadomości o wydarzeniach na świecie. Jego posiadanie było podczas okupacji zakazane, toteż ukrywanie, nasłuch, czy choćby ładowanie baterii wymagało daleko posuniętej ostrożności. Mimo to Wicek stracił radio. Stało się to za przyczyną niejakiego Krochmalnego — Ukraińca, który wyśledził siostrę Lońkę przenoszącą ukradkiem odbiornik do sąsiadów. Jednak W. Sowa znalazł i odebrał swoje radio, które było już w Kawęczynie. Przygotował teraz na niego bardzo zmyślny schowek w końskim żłobie.

Czytaj więcej...

Kto ratuje jedno dziecko, ratuje cały świat - S. Ewelina Nienałtowska

S. Ewelina Nienałtowska

 

Kto ratuje jedno dziecko, ratuje cały świat

 

Fragment książki: „Dzieci żydowskie w klasztorach”,

Ewa Kurek, Wyd. CLIO, Lublin 2001

 

W zgromadzeniu jestem od roku 1930. Wojna zastała mnie w Janowie Lubelskim, gdzie prowadziliśmy dom starców i sierociniec. W momencie wybuchu wojny miałyśmy pod swoją opieką 20 starców i 30 dzieci. Dzieci wszystkie zostały z nami, tylko trzy staruszki rodzina zabrała na wieś. Z dzieci jeden chłopiec zdał do trzeciej klasy szkoły średniej, w wieku przedszkolnym było pięcioro, jedno miało sześć miesięcy, a reszta w wieku szkolnym. Ilu było chłopców a ile dziewczynek - nie pamiętam. Nasz zakład mieścił się w trzech domach. 8 września 1939 był bardzo silny nalot i wszystkie nasze domy zaczęły płonąć. Gdy uciekałyśmy z dziećmi, paliły nam się welony. Wszystko się spaliło. Cały nasz dobytek. Czołgaliśmy się łąką do lasu, a Niemcy strzelali do nas z karabinów maszynowych. W lesie byliśmy dwa dni, zabrali nas stamtąd bracia jednej z naszych sióstr. Była to wieś odległa o trzy kilometry. Trochę odpoczęłyśmy, nakarmiliśmy dzieci. Było nas trzy siostry zakonne. Ponieważ wśród uchodźców był dużo rannych, dwie siostry poszły pracować do szpitala. Zostałam z dziećmi sama. W czasie nalotów dzieci pogubiły się, ale w ciągu tygodnia wszystkie już były ze mną. Poprosiłam sąsiadów, by podwieźli mnie na pogorzelisko, bo chłopcy zakopali ubrania w altance. Pojechałam więc, zabrałam rzeczy, ocalało trochę naczyń, trochę tłuszczu i innych zapasów. Wszystko to przywiozłam.

 

 

Po tygodniu gospodarz powiedział, że nie da rady dłużej nas żywić. Poszłam do gminy, ale tam odesłano mnie z kwitkiem mówiąc, że nie mają czym swoich żywić. Spotkałam po drodze nauczyciela, obcego człowieka, który zabrał nas do swojej szkoły, dał dwa koce, kazał chłopcom nanieść słomy, przyniósł kosz ziemniaków, buraków, kapusty i kazał gotować. Ale ja nie miałam nawet łyżki! Starsze dzieci, jak im się wyrzuciło ziemniaki na stół, to zjadły, ale młodsze nie mogły. Nauczyciel poradził nam iść do chłopów i w każdym domu prosić o łyżkę i jedzenie. Wieś nazywała się Godziszów i leżała osiem kilometrów od Janowa Lubelskiego. Chodziłam z dzieciakami, prosiłam i dostałam pięć łyżek i trochę żywności. W okolicy była bieda, wszystko wypalone.

Czytaj więcej...

JANOWSKIE ULICE - JÓZEF ŁUKASIEWICZ

JANOWSKIE ULICE

Ulice miasta są jak naczynia krwionośne - żyły i tętnice w organizmie. Rozprowadzają po nim życiodajne substancje. Jednocześnie ulice są także jak powroty w przeszłość, można z nich czytać historię miasta. Zobaczmy więc z perspektywy ulic jaka była ta historia. Niniejszy tekst otwiera cykl artykułów poświęconych janowskim ulicom.
Mimo braku przekazów źródłowych, można przypuszczać, iż pierwsze nazwy nadano ulicom Janowa wkrótce po lokacji miasta w 1640 roku. Zapewne wywodziły się one ze zwyczajowych nazw szlaków handlowych i komunikacyjnych (np. Ulanowska, Gościniec Krzeszowski), a także od profesji (Sukiennicza), czasem również od narodowości i wyznania osób przy nich zamieszkujących (Żydowska), od wzniesionych przy nich budowli (Bóżnicza), od położenia (Wałowa) i innych charakterystycznych cech (Kręta). Zgodnie z wielowiekową tradycją polską główny plac miasta nazwano Rynkiem.
Inwentarze (niepełne) z lat 1712 - 1775 wymieniają ulicę Od Wału (dzisiaj Wałowa), Krzemieńską (Kilińskiego), Borową, Świerdzową, Kościelną (Szewska), Od Błonia (Rybna), Bialską, Tylną od Kierkuta, Od Łaźni i Szkoły Żydowskiej (wokół obecnej remizy), Od Wału II (Krzywa), Od Wału III (Piłsudskiego – południowa część), Ulanowską. Ok. 1823 r. pojawiają się ponadto: Krzeszowska, (dzisiaj Sukiennicza), Krasowa (Wesoła) i Zamojska. Wreszcie w 1860 r. ówczesny burmistrz Janowa Józef Odelski wymienia 28 ulic. Oprócz wyżej wymienianych, występowały wówczas w naszym mieście ulice: Rybacka, Szewska, Stara, Tylna, Zakątna, Księża, Kręta, Mała, Żydowska, Wąska, Błonia, Sukiennicza, Poprzeczna, Krzywa, Długa, Wesoła, Borowa, Lipowa, Niecała, Pokucie, Dzika, Wjazdowa i Przedmieście Zaolszynie. Wszystkie były gruntowe i jedynie główna ulica miała drewniany chodnik. Brukowanie Rynku, potem niektórych ulic, zaczęto w 1860 roku.

Ulica Jana Zamoyskiego dzisiaj i sto lat wczesniej

Ulica Jana Zamoyskiego – dzisiaj i sto lat wcześniej

Ulica Wałowa ok. 1930 r. i współczesnie

Ulica Wałowa – ok. 1930 r. i współcześnie


W okresie międzywojennym zmiany nazw ulic miały związek z przywracaniem nazw polskich, jak i upamiętnianiem znanych postaci. Pojawiły się wtedy u nas: ul. 11 Listopada, ul. Kilińskiego, ul. Kościuszki, ul. Beliny-Prażmowskiego, ul. Gen. Dreszera-Orlicza, ul. Gen. Hallera i in. Powstała też sieć nowych ulic, często przejmujących nazewnictwo zwyczajowe. W czasie okupacji hitlerowskiej niektóre nazwy zostały zmienione, m.in.: ulica Kilińskiego nazywała się teraz Nowa, Piłsudskiego i Victorii – Długa, a 11 Listopada - Jasna.

Czytaj więcej...

Józef Łukasiewicz - Inwigilacja duchowieństwa w dekanacie Janów Lubelski

W wyniku jednej z największych afer w tajnych służbach PRL, sprawy Józefa Światły, który uciekł na zachód i ujawnił przestępcze metody działalności komunistycznej bezpieki, władze zmuszone zostały do likwidacji Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego, którego Światło był członkiem jako wicedyrektor osławionego Departamentu X, i następnie Komitetu do spraw Bezpieczeństwa Publicznego (KdsBP) jako niezależnej administracji i przyłączenie go do Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (MSW). W 1956 władze PRL zorganizowały nową strukturę nadzoru polityczno-publicznego w kraju.

Powołana Służba Bezpieczeństwa (SB), podlegała pod strukturę Ministerstwa Spraw Wewnętrznych (MSW). Na szczeblu wojewódzkim szef bezpieki był formalnie zastępcą komendanta wojewódzkiego Milicji Obywatelskiej. Ta zmiana miała charakter dekoracyjny, a państwo masowego terroru zostało zastąpione państwem rozległej kontroli i prewencji oraz selektywnych represji.
Służba Bezpieczeństwa miała za zadanie zwalczanie opozycji, represjonowanie uczestników demonstracji i strajków oraz inwigilowanie duchowieństwa, niezależnych środowisk intelektualnych i mniejszości narodowych, przy czym funkcjonariusze SB często działali poza prawem PRL, łamali prawa człowieka oraz stosowali przeróżne szykany. Tajne służby PRL, zwane zbrojnym ramieniem partii (PZPR) cieszyły się dużym szacunkiem i uznaniem władzy, były też przez władze sowicie wynagradzane.

Czytaj więcej...

Wspomnienia wikarego - Ks. Piotr Panecki

Ks. Piotr Panecki, ur. 28.04.1884r. zm. 5.05.1972r. w Dzwoli, i tam został pochowany na cmentarzu parafialnym. Wyświęcony w 1909r, następnie wikariusz w Pawłowie. W okresie 1914 – 1920 wikariusz w Janowie Lubelskim. W latach 1920 – 1972  proboszcz parafii Dzwola. Kanonik honorowy Kapituły Kolegiaty Zamojskiej – przyp. Joanna Łagód – Krzak

 

Wspomnienia wikarego

 

Ks. Franciszek Trochonowicz, proboszcz parafii Janów Lubelski w latach 1955 – 1969, łączył pracę duszpasterza z zarządzaniem i organizowaniem prac remontowo – modernizacyjnych kościoła, jego wnętrza i budynku poklasztornego. W historii parafii zapisał się przede wszystkim jako twórca archiwum parafialnego. To on w latach sześćdziesiątych zebrał i uporządkował dokumenty i materiały związane z kościołem, klasztorem i miastem. Wśród zgromadzonych dokumentów znalazły się wspomnienia jednego z janowskich wikariuszy ks. Piotra Paneckiego. Pamiętnik, spisany najprawdopodobniej w roku 1960 na prośbę ks. Trochonowicza, obejmuje okres pierwszej wojny światowej. Czas ten autor wspomnień spędził między Janowem Lubelskim, w którym pełnił funkcję wikarego, a Dzwolą, w której organizował parafię, a później był proboszczem.

Wspomnienia Piotra Paneckiego, choć mają charakter autobiograficzny, posiadają również kontekst historyczny. Ks. Panecki opisuje głównie swoją drogę do probostwa w Dzwoli. Zaznaczając swój wkład w rozwój parafii janowskiej i tworzenie parafii dzwolskiej, nie zapomina jednak o zasługach swoich poprzedników. Opis wydarzeń pomiędzy 3 kwietnia 1914r. a 17 października 1920r. dotyczy całej społeczności janowskiej. Panecki wykazuje się doskonałą znajomością środowiska lokalnego, relacji i stosunków, jakie w nim panują. Odrębną kwestią poruszoną w diariuszu staje się czas działań wojennych na terenie Janowa i okolic. Wspomnienia spisane przez ks. Paneckiego ze względu na indywidualny rys języka przedstawione zostają niemal w niezmienionej formie. Ten rzeczowy wykład ożywia się dzięki soczystemu, barwnemu językowi autora, o czym można się przekonać poniżej.

Joanna Łagód – Krzak

 

Trzy dni odbywałem podróż wozem drabiniastym z Piask Wielkich, skąd wyjechałem 1 kwietnia, zatrzymując się na nocleg w Lublinie, a drugi raz w Kraśniku 2 kwietnia i dopiero 3 kwietnia 1914r. wieczorem ściągnąłem do Janowa. Choć to była szosa, były takie wyboje, żeśmy się na niej wywrócili, jechało się stępa, bo na przedwiośniu błoto było niemożliwe, nie było kolei ani autobusów, te sto kilometrów zajęło bite trzy dni. W Janowie Lubelskim był wówczas proboszczem i dziekanem, a w przyszłości rzeczywistym kanonikiem zamojskim, ks. Michał Zawisza – kapłan w sile wieku, mądry i energiczny. Był przedtem wikarym w Janowie, probostwo objął po śmierci ks. Franciszka Ostrowskiego, zobowiązał się w kurii zaopiekować kilku staruszkami krewnymi nieboszczyka, swego poprzednika i otrzymał tą znaczną placówkę, o którą się ubiegało wielu zasłużonych kapłanów.

Czytaj więcej...

WybranskiFamily