JMod Facebook Slider Likebox

contrast13.jpgcontrast11.jpgcontrast12.jpgcontrast2.jpgcontrast10.jpgcontrast1.jpgcontrast9.jpgcontrast15.jpgcontrast4.jpgcontrast6.jpgcontrast14.jpgcontrast8.jpgcontrast7.jpg

ks. Michał Jabłoński - Wspomnienia z pracy wikariusza w latach 1927-1932

Do Janowa przyjechałem z parafii Bychawa, przez Batorz, Zdziłowice i Godziszów, zwykłą polską drogą, ponieważ szosy nigdzie tam nie było. Jako wikariusz pracowałem tu 5 lat. Proboszczem był wówczas ks. Michał Zawisza, kanonik kapituły zamojskiej i dziekan dekanatu Janów Lubelski. Długoletnim (23 lata) wikariuszem był tu wtedy ks. Antoni Reszka, który był poważnie chory (rak gardła) i zmarł 18 marca 1928 r. Cieszył się u parafian sympatią. Był inteligentny i miły. Ładny miał głos i postawę. Zmarł w Warszawie w lecznicy Omega, gdzie pojechał 6 stycznia 1928 r. Parafianie sprowadzili jego zwłoki i został pochowany na cmentarzu miejscowym i postawili mu pomnik z piaskowca. Był też trzeci ksiądz - Jan Gosek - jako prefekt gimnazjalny.
Parafia janowska liczyła wtedy około 19 tysięcy dusz. Praca przeważnie ograniczała się do kościoła. Poza kościołem wikariusz jeden uczył religii w tutejszej szkole 7-klasowej dla chłopców, a prefekt w gimnazjum i w 7-klasowej żeńskiej. Więcej tu szkół nie było. Na wsi Biała uczył religii sam ks. M. Zawisza. W pozostałych szkołach uczyło nauczycielstwo, bo księża z braku czasu nie mogli uczyć. Nauka religii odbywała się tylko w szkołach, nawet przygotowanie do I Komunii Św.; rocznie liczba tych uczniów dochodziła do 550. Dzieci miały w dniu I Komunii Św. - poza ceremoniami kościelnymi - uroczystą procesję do kościoła z bukietami polnych kwiatów przy śpiewie przez rodziców pieśni i grze miejscowej orkiestry. Było wspólne śniadanie i obdarowywanie obrazkami, medalikami i słodyczami. Koszta pokrywali przeważnie rodzice i częściowo proboszcz. Chorych (niemal połowę) przywozili do kościoła, bo trudno byłoby wówczas obsłużyć w domu wszystkich.

Czytaj więcej...

MOHORT RODEM Z JANOWA

Posiała ich na Kresach Wschodnich wola Rzeczypospolitej, która wiernych swoich żołnierzy po zmaganiach wojennych osadziła w tym pięknym zakątku kraju, aby „przekuli miecze na lemiesze” i tworzyli na granicy wschodniej nową rzeczywistość Polski. Mówił o nich 18 X 1920 r. Marszałek Józef Piłsudski: „Zaproponowałem rządowi, by część zdobytej ziemi została uwłaszczona tym, co polską ją zrobili, uznoiwszy ją polską krwią...”

dom1.png

St. Chmiel z rodziną na tle nowo wybudowanego domu w Hallerowie

Osadnicy wojskowi – zasłużeni żołnierze wykuwania naszej niepodległości w latach 1914 – 1921 – zostali wynagrodzeni przez nadanie im na wschodnich rubieżach odrodzonej Rzeczpospolitej działek kilku-kilkunastohektarowych i udzielenie korzystnych kredytów. W ten sposób powstało ponad 9 tys. gospodarstw osadniczych i ok. 700 nowych osad na Kresach8. Przejęli oni porosyjskie dobra i opuszczone majątki prywatne, głównie na Wołyniu i Polesiu. Tworzyli nowe osady grupując się średnio po kilkunastu, wyjątkowo nawet 80 i więcej. Oprócz podarowanej ziemi, rząd polski wspomagał ich materiałami budowlanymi (główniedrewno), niekiedy inwentarzem gospodarskim pochodzącym z demobilu. Mimo tego start mieli niezwykle ciężki, bowiem przyszli (na ogół z rodzinami) na gołą ziemię, wobec czego pierwszą zimę – zanim cokolwiek pobudowali - przeżywali przeważnie w prymitywnych szopach, ziemiankach, a nawet stogach siana9 .

Czytaj więcej...

„AUDIATUR ER ALTERA PARS” KS. M ZAWISZA PROBOSZCZ JANOWSKI ZIEMIA LUBELSKA, 1915, R. 10, NR 416

Jak się okazuje, artykuł Wacława Malanowskiego pt. „Pamięci dobrego Polaka” doczekał się kolejnego komentarza. Tym razem krótki komentarz ks. M Zawiszy - Proboszcza Janowskiego.


P. Malanowski w swem pośmiertnem wspomnieniu, poświęconem „Pamięci dobrego Polaka” wydrukowanem w N2 354 z r. b. „Ziemi Lubelskiej" pomieścił zarzut względem miejscowego proboszcza, iż ten jakoby uwarunkował swój udział w pogrzebie ś. p. Andrzeja Kulińskiego, zrujnowanego mieszczanina Janowskiego, Wysokiem honorarium.

Czytaj więcej...

Z POWODU ARTYKUŁU POD TYTUŁEM: PAMIĘCI DOBREGO POLAKA- WŁADYSŁAW PRZEGALIŃSKI ZIEMIA LUBELSKA, 1915, R. 10, NR 367

Tym razem komentarz autorstwa Władysława Przegalińskiego do artykułu "Pamięci dobrego Polaka" Wacława Malanowskiego. 

Na umieszczony w N2 234 Ziemi Lub. z dnia 22 b. m. artykuł pana W. Malanowskiego poświęcony "Pamięci dobrego Polaka", odpowiadam kilka słów z powodu rzuconych przez autora gromów potępienia na mieszkańców miasta Janowa, jako niegodnych miana Polaków.

Pod względem życia społecznego i narodowego w Janowie Lubelskim, w tem mieście, według opinji autora, "o pogodzonej z niewolą inteligiencji i zrusyfikowanem mieszczaństwie" działo się jednak jeżeli nie lepiej, to zapewne nie gorzej, niż w innych podobnych miastach, znajdujących się w takich samych warunkach prowinajonalnych w bezpośredniem zetknięciu z władzami administracyjnemi. Działo się nawet z pewnością lepiej, niż w wielu miasteczkach, posiadających o wiele liczniejszą i bardziej niezależną inteligencję miejscową i okoliczną. Świadczy o tern choćby samo istnienie w Janowie tylu polskich stowarzyszeń i instytucji społecznych, jak Stowarzyszenie Spożywcze, Straż ochotnicza, miejska kasa pożyczkowo oszczędnościowa, mieszczańska udziałowa spółka browarnicza, czytelnia publiczna, ochrona i inne. Tworzone z trudem, z mozołem utrzymywane i prowadzone, prawie wszystkie te instytucje trwały przez długie lata i przetrwały czasy niewoli i nawet przeciwności wojenne, roztaczając bądź co bądź dodatni wpływ na otoczenie i stanowiąc, jaki tak; kulturalny dorobek życia narodowego. A przy tworzeniu i prowadzeniu tych instytucji ś. p. Andrzej Kuliński miał przecież współpracowników: były nimi w istocie tak surowo potępiona inteligencja i mieszczaństwo.

Czytaj więcej...

PAMIĘCI DOBREGO POLAKA - WACŁAW MALANOWSKI ZIEMIA LUBELSKA, 1915, R. 10, NR 354

Poniżej przedstawiamy kolejny dość ciekawy artykuł na temat jednego z naszych mieszkańców. Chodzi tu dokładnie o Andrzeja Kulińskiego który był dość ważną a zarazem tragiczną postacią w historia Janowa. To właśnie On organizował tajną oświatę, On organizował nocne wiece przeciwko najeźdźcy a także był inicjatorem powstania Stowarzyszenia Spożywczego, Browaru Udziałowego oraz Straży Ochotniczej.
 
Choć dzień niemal każdy mnoży nam mogiły imiennych i bezimiennych ofiarników polskich, choć na obszarach Polski niema dziś rodziny, któraby nie opłakiwała ojca, męża, brata lub syna, choć nieszczęsna ziemia nasza — to jeden wielki cmentarz, choć kir powszechnej żałoby gasi nam radość życia, a stępiałe od grozy nerwy — na śmierć najzasłużeńszych nawet reagować przestają, uważam wszelako za swój obowiązek poświecić słów kilka cichemu bojownikowi, którego życie to jedno pasmo okrutnego zmagania się z przemocą dzikiego najeźdźcy, ustawicznych cierpień i poświęceń.
Jednostki takie, tonącemu w bagnie ugody i atmosferze upadlającego niewolnictwa społeczeństwu, — Opatrzność sama ku ratunkowi zda się zsyłała.
Pogodzeni z niewolą, syci I zadowoleni a żyjący dla brzucha — nie radzi na jednostki takie patrzyli, były one dla nich bowiem jakby widomym wyrzutem sumienia; gawiedź na jednostki takie często plwała, najbliżsi nie rozumieli, potępiali,— one jednak, choć samotne i opuszczone, choć bez poparcia i otuchy, choć tak często pojone goryczą, szły drogą swoich przeznaczeń.

Czytaj więcej...

WybranskiFamily