JMod Facebook Slider Likebox

contrast2.jpgcontrast7.jpgcontrast15.jpgcontrast13.jpgcontrast9.jpgcontrast11.jpgcontrast12.jpgcontrast1.jpgcontrast4.jpgcontrast10.jpgcontrast6.jpgcontrast14.jpgcontrast8.jpg

JANOWSKIE ULICE - JÓZEF ŁUKASIEWICZ

JANOWSKIE ULICE

Ulice miasta są jak naczynia krwionośne - żyły i tętnice w organizmie. Rozprowadzają po nim życiodajne substancje. Jednocześnie ulice są także jak powroty w przeszłość, można z nich czytać historię miasta. Zobaczmy więc z perspektywy ulic jaka była ta historia. Niniejszy tekst otwiera cykl artykułów poświęconych janowskim ulicom.
Mimo braku przekazów źródłowych, można przypuszczać, iż pierwsze nazwy nadano ulicom Janowa wkrótce po lokacji miasta w 1640 roku. Zapewne wywodziły się one ze zwyczajowych nazw szlaków handlowych i komunikacyjnych (np. Ulanowska, Gościniec Krzeszowski), a także od profesji (Sukiennicza), czasem również od narodowości i wyznania osób przy nich zamieszkujących (Żydowska), od wzniesionych przy nich budowli (Bóżnicza), od położenia (Wałowa) i innych charakterystycznych cech (Kręta). Zgodnie z wielowiekową tradycją polską główny plac miasta nazwano Rynkiem.
Inwentarze (niepełne) z lat 1712 - 1775 wymieniają ulicę Od Wału (dzisiaj Wałowa), Krzemieńską (Kilińskiego), Borową, Świerdzową, Kościelną (Szewska), Od Błonia (Rybna), Bialską, Tylną od Kierkuta, Od Łaźni i Szkoły Żydowskiej (wokół obecnej remizy), Od Wału II (Krzywa), Od Wału III (Piłsudskiego – południowa część), Ulanowską. Ok. 1823 r. pojawiają się ponadto: Krzeszowska, (dzisiaj Sukiennicza), Krasowa (Wesoła) i Zamojska. Wreszcie w 1860 r. ówczesny burmistrz Janowa Józef Odelski wymienia 28 ulic. Oprócz wyżej wymienianych, występowały wówczas w naszym mieście ulice: Rybacka, Szewska, Stara, Tylna, Zakątna, Księża, Kręta, Mała, Żydowska, Wąska, Błonia, Sukiennicza, Poprzeczna, Krzywa, Długa, Wesoła, Borowa, Lipowa, Niecała, Pokucie, Dzika, Wjazdowa i Przedmieście Zaolszynie. Wszystkie były gruntowe i jedynie główna ulica miała drewniany chodnik. Brukowanie Rynku, potem niektórych ulic, zaczęto w 1860 roku.

Ulica Jana Zamoyskiego dzisiaj i sto lat wczesniej

Ulica Jana Zamoyskiego – dzisiaj i sto lat wcześniej

Ulica Wałowa ok. 1930 r. i współczesnie

Ulica Wałowa – ok. 1930 r. i współcześnie


W okresie międzywojennym zmiany nazw ulic miały związek z przywracaniem nazw polskich, jak i upamiętnianiem znanych postaci. Pojawiły się wtedy u nas: ul. 11 Listopada, ul. Kilińskiego, ul. Kościuszki, ul. Beliny-Prażmowskiego, ul. Gen. Dreszera-Orlicza, ul. Gen. Hallera i in. Powstała też sieć nowych ulic, często przejmujących nazewnictwo zwyczajowe. W czasie okupacji hitlerowskiej niektóre nazwy zostały zmienione, m.in.: ulica Kilińskiego nazywała się teraz Nowa, Piłsudskiego i Victorii – Długa, a 11 Listopada - Jasna.


Okres powojenny to czas wielkich zmian w nazewnictwie janowskich ulic. Pierwsze zmiany związane były z utrwalaniem władzy komunistycznej, podobnie zresztą jak w całym kraju. Miały one też związek z odbudową miasta, często z wytyczeniem nowych ciągów komunikacyjnych. W tamtym okresie były m.in.: ul. 22. Lipca, 1. Maja, Armii Ludowej, W. Wasilewskiej, Bohaterów ORMO, Leopolda Długosza (lokalny działacz międzynarodówki komunistycznej) itp. W okresie odwilży po śmierci Stalina nazewnictwo dobierane było w sposób już mniej rygorystyczny.
Przełom lat 80. i 90. ub. wieku był rewolucyjny dla nazewnictwa ulic – przywrócono nazwy stare, a nazwy związane z komunistami zamieniono na postacie kojarzące się z innymi zasługami (zamieniono np. Szymańskiego na Szymanowskiego, Prokopiuka na 11 Listopada, 1 Maja na 3 Maja, XXX-lecia PRL na Stefana Wyszyńskiego, Bohaterów ORMO na 8. Września itd.).
Nie był to jednak koniec zmian, ulice i place w Janowie Lubelskim ciągle zyskują nowe nazwy. Jest to spowodowane powstawaniem nowych dzielnic mieszkaniowych. Dobrze, że na osiedlu po północnej stronie ul. Ks. Skorupki wszystkie ulice mają nazwy kwiatów, a między Misztalcem a Przyborowiem – drzew,
przez co łatwo je zlokalizować. Źle, że „patronami” nowych ulic czyni się wielkie osobowości (Szopen, Słowacki, Bem, Konopnicka itp.), a pomija osoby zasłużone dla lokalnej społeczności. Ci pierwsi są na tyle wielcy, że są już uhonorowani dziesiątki, a może i setki razy w innych miastach, natomiast pamięć o tych drugich może zaniknąć, jeżeli sami o to nie zadbamy. Potencjalnych kandydatów na patronów jest co najmniej kilku: o. Teofil Wszelaki, W. Belina-Prażmowski, R. Bijasiewicz, ks. F. Trochonowicz, J. Zadzierski „Wołyniak”, płk Filipkowski, W. Łukaszewicz…
Trochę zaskakuje, że Janów, kojarzony z dużą religijnością, ma tylko dwie ulice o takim charakterze, podczas gdy inne miasta (np. Poznań) mają całe dzielnice świętych. Za to nazw partyzanckich u nas dostatek – aż sześć (14. Czerwca, Ojca Jana, B. Mączyńskiej itd.).
W sumie Janów Lubelski ma dzisiaj ponad 125 ulic, prawie wszystkie o asfaltowej nawierzchni, większość w bardzo dobrym stanie technicznym, z wyłożonymi koską chodnikami.

Józef Łukasiewicz

RYNEK

Niekwestionowanym sercem Janowa był i jest nadal rynek o zachowanej renesansowej urbanistyce i położony w centrum szachownicowego układu urbanistycznego. Jest to prostokątny plac o wymiarach 105 × 105 metrów. Z jego narożników wyprowadzone zostały ulice, które z reguły zachowały swój historyczny przebieg. Rynek przeżynają symetrycznie osie – ulice Jana Zamoyskiego i Bialska, Świerdzowa. Wokół Rynku wykształcił się pas zabudowy, który złożony jest z bloków w kształcie zbliżonych do prostokąta. Janowski rynek był przez setki lat centrum handlowym i rzemieślniczym miasta, na którym odbywały się cotygodniowe targi. w tym miejscu zlokalizowane były kramy oraz jatki rzemieślnicze i kupieckie. Dzisiaj pierzeje rynkowe zabudowane są kamienicami przeważnie dwukondygnacyjnymi.
Ozdobą Rynku jest podominikański kościół parafialny pw. św. Jana Chrzciciela zlokalizowany w północno-zachodniej części Rynku. Kościół ufundowany został przez Ordynację Zamoyską. Obecny kształt niewiele różni się od budowli, która powstawała w larach 1696 – 1742; później dobudowano jedynie kruchtę i dzwonnicę o wątpliwej wartości architektonicznej. Napisano o niej w kronice parafialnej: „Zachodzę w głowę, jak mógł budowniczy tego rodzaju ‘monstrum’ bez stylu łącznego z kościołem postawić przed ładnym frontem kościoła i zasłonić ładną rotundę nad kruchtą. Ścisnął niemożliwie wyjście procesji na zewnątrz kościoła, dzwony zdusił grubymi murami, zostawiwszy na wylot głosu cztery okienka forteczne. W ostatnich robotach restauracyjnych pomieszczono w planie i kosztorysie rozebrania owej dzwonnicy, na bezplanowość której zwrócił uwagę Ś.P. Ks. Biskup Jaczewski. Zrobiono projekt nowej renesansowej dzwonnicy, która miała stanąć na miejscu bramy wjazdowej na podwórze ekonomiczne – tuż przy domu szkolnym. Zabrakło jednak pieniędzy i odwagi na walenie zdrowych murów i wobec ciemnego chłopstwa obojętnego na względy estetyczne. Zresztą wybuchała wielka wojna - i tak czworobok ciężki, jakby wieża strażniczo–obronna na rubieżach tatarskich został i długo stać będzie jako znak zapytania praktyczności i smaku estetycznego”.
Jan (Sobiepan) Zamojski, który do Janowa żydów sprowadził, już niedługo później zakazał im budowania, a nawet arendowania domów w Rynku, bo „...miasteczko ledwie nie w żydostwo się obraca”. Dlatego w spisie mieszkańców z 1721 oraz 1775 r. nie ma w Rynku ani jednego starozakonnego, ale w roku 1933 opanowali go już w ponad 90%. W roku 1721 Rynek zamieszkiwali m.in.: Augustyn Tylus, Katarzyna Pikulina, Mikołaj Prężyna, Kazimierz Wszelaki…; w 1775: Błażejowa Zarańska, Michał Kołtyś, Michał Tomczyk, Antoni Peret, Tomaszowa Widzowa…, a w 1933 już: Blumenkranc Rubin, Diament Josek, Buchbinder Josef, Gutlerner Moszek…
Niestety, niewiele wiemy o przeszłości Rynku, zwłaszcza tej dalszej, z pierwszych dwóch stuleci jego istnienia. Np. czy na Rynku stał ratusz? Wspomina o nim tylko niegdysiejszy burmistrz Józef Odelski, pisząc w 1860 r.: „Miał być w środku rynku niegdyś w mieście Janowie dom miejski Ratusz zwany, z drzewa wystawiony, którego struktury dzisiejsi mieszkańcy nie pamiętają. W tym Ratuszu miały być pobudowane kramnice, z których Dominium Ordynacji Zamojskiej w czasie targów i jarmarków opłaty czynszowe pobierało. Budowa ta skutkiem czasu zniszczona nie pozostawiła innego po sobie śladu egzystencyi prócz tego tylko, że Zarząd ordynacji Zamojskiej czynsze z kramnic, których obecnie nie ma opłacać sobie każe”.
W okresie I wojny światowej okupujący miasto Austriacy nazwali rynek Placem Franciszka Józefa, a po odzyskaniu niepodległości przez pewien czas był on Placem Gdańskim. Wtedy w północnym kwartale Rynku stał dom Faca, herbaciarnia i rósł trójkonarowy Dąb Wolności, przy ul. Zamojskiej budka, w której
sprzedawano benzynę, a w kwaterze wschodniej na rogu (skrzyżowanie Zamojskiej i Bialskiej) stał bardzo ładny, niczym renesansowa cerkiewka, murowany domek, w którym żyd handlował pieczywem; na drugim rogu była… kuźnia. Po II wojnie światowej na Rynku było targowisko, potem w południowej części skup i skład buraków cukrowych, a jeszcze później dworzec i zieleńce. W 1968 r. pobudowano na Rynku Dom Handlowy - z premedytacją, by zasłonić kościół.
Na Rynku janowskim miały też miejsce tragiczne wydarzenia: 11 lutego 1863 r. rozstrzelano tu Feliksa Siekluckiego, oficjalistę ordynacji zamojskiej, którego aresztowano za napad na wojsko carskie. W 1864 r. powieszono przywódców oddziałków chłopskich: Józefa Flisa z Zofianki i Jakuba Prężynę z Pikul. Z kolei 12 lipca 1945 r. dokonano pokazowej egzekucji, przy akompaniamencie orkiestry trzech Żołnierzy Niezłomnych (według nomenklatury komunistycznej: „bandytów”): chor. Karola Bisa ps. Wysoki, sierż. Jana Mierzwę ps. Bystry i st. sierż. Stanisława Dziubka ps. Vis. Wreszcie późną jesienią 1946 r. prezentowano na Rynku zwłoki zabitego w Wólce innego „bandyty”, Józefa Kłysia ps. Rejonowy.
Gdyby kamienie, cisi świadkowie, mogły mówić, pewnie moglibyśmy zapisać grubą księgę o dziejach naszego miasta i ludziach tu mieszkających – o ich troskach i radościach, o życiu i śmierci, o wygranych i przegranych. Gdyby kamienie mówiły… Ale przecież nawierzchnia janowskiego Rynku przez pierwsze dwa wieki była gruntowa, a domy wokół na ogół drewniane, więc pewnie już nikt i nic nie opowie nam o tym, co kiedyś się działo w sercu naszego miasta.


Józef Łukasiewicz

Rynek w roku 1940

Rynek w roku 1940 

Rynek w roku 1963

Rynek w roku 1963

DODATEK
W Rynku mieszkali:

Wg spisu mieszkańców Janowa z 1721 r.:
Jan Wojtowicz – gospodarz, Agnieszka żona, Sebastian syn, Michał syn, Marianna córka; Wojciech Boguń – gospodarz, Marianna żona; Szczepan Mazurek – gospodarz, Katarzyna żona; Michał Tokarczyk bez żony, Agnieszka matka, Tomasz brat, Maciej dziad, Zofia babka; Antoni Czerniecki – gospodarz, Marianna żona; Augustyn Tylus – gospodarz, Marianna żona, Jadwiga córka, Marcin czeladnik, Jadwiga prządka, Katarzyna Pikulina komornica; Jan Piasecki – gospodarz, Marianna żona, Andrzej syn, Regina córka; Matjas Łukasz – gospodarz winiarz, Marianna żona; Antoni Tomalski – gospodarz, Marianna żona, Regina siostra samej; Jan Tomczyk – gospodarz, Katarzyna żona; Wojciech Kuszawa – gospodarz, Krystyna żona; Kazimierz Król – gospodarz, Anna żona; Marcin Rumięński – gospodarz, Marianna żona, Marianna Głębowa komornica; Mikołaj Prężyna – gospodarz, Maryna żona, Jan Komornik, Katarzyna dziewczyna; Wojciech Kotulski – gospodarz, Krystyna żona, Zofia córka, Jan syn, Agnieszka córka, Kazimierz Oleszko dziadek, Agnieszka żona, Maryna córka; Andrzej Kulpa – gospodarz, Elżbieta żona, Bartosz syn, Katarzyna córka, Kazimierz syn; Kazimierz Kulpa – gospodarz, Regina żona, Anna córka; Kazimierz Górniak – gospodarz, Anna żona, Ewa córka; Kazimierz Zawadzki – gospodarz, Barbara żona, Katarzyna córka, Elżbieta Bielakowa kucharka; Sebastian Frąckowicz – gospodarz, Maryna żona, Szymon syn, Katarzyna komornica; Szymon Siwy – gospodarz, Jadwiga żona, Tomasz brat żonaty, Agnieszka żona, Bartosz chłopiec; Jan Pikula – gospodarz, Agnieszka żona, Błażej syn, Mikołaj syn, Marianna Podkowińska; Tomasz Rycerz – gospodarz, Agnieszka żona, Walek Zdzełowski komornik, Jan uczeń, Tomasz syn Zdzełowskiego; Anna Jajkowa – wdowa, Franciszek syn; Kazimierz Wszelaki – gospodarz, Marianna żona, Maciej syn, Walek czeladnik, Jakub czeladnik, Katarzyna kucharka, Marianna Zareńska wdowa, Jan syn, Anna córka; Jakub Kowalik – gospodarz, Krystyna żona; Maciej Gudkiewicz – gospodarz, Marianna żona, Kacper Koisz zięć, Jadwiga żona, Anna córka, Łukasz syn, Marianna dziewczyna; Michał Lipski – gospodarz, Anna żona, Józef syn, Ewa córka; Piotr Kucharz – gospodarz, Regina żona; Jan Połomiński – gospodarz, Anna żona, Jakub syn, Ewa córka, Józef czeladnik; Krzysztof Jajko – gospodarz, Marianna żona, Wojciech syn; Tomasz Wojton żonaty, Zofia żona, Marianna komornica; Sebastian Zaleski – gospodarz, Marianna żona, Paweł syn; Maryna Stecowa wdowa, Marcin syn, Zofia córka, Elżbieta córka, Zofia pospolita komornica, Andrzej syn żonaty, Marianna żona, Katarzyna Gadzalszczonka dziewczyna, Teresa siostra, Zofia siostra; Stanisław Stołkowicz – gospodarz, Anna żona, Regina siostra samej, Kacper Sowa chłopiec; Michał Paleń – gospodarz, Ewa żona, Marianna córka, Katarzyna córka, Regina matka samej, Jan syn.


Wg inwentarzu miasta z 1775 r.

Rynek, Pierzeja I: Błażejowa Zarańska wdowa, Jan Prężyna, Maciejowa Tyskowa, Łukasz Struszki, Jakub Lubecki, Michał Kołtyś, Antoni Kłykieć, Andrzej Wojtowicz, Marek Piecek, Józef Płatek, Jakub Budkowski, Zelik Helowicz, Franciszek Piwowarski, Kazimierz Naglica, Andrzej Królik, Marek Piecek, Michał Tomczyk, Antoni Peret, Tomaszowa Widzowa, Marcin Kuczeński, Wolf Bieniowicz;
Rynek, Pierzeja II: Tomasz Pasztaleniec, Andrzej Król, Tomasz Kulpa, Kazimierz Mazurek, Józef Kulpa, Wojciech
Golec, Fronczkowiczka wdowa, Błażej Królik, Tomasz Pydź, Jan Pydź, Andrzej Wasylowski, Sobek Pikula;
Rynek, Pierzeja III: Wojciech Pydź, Adam Sobieszkoda, Paweł Czarnecki, Wojciech Drwal, Marcin Jajko, tenże Jajko, Wojciechowa Jajkowa, Sobestian Królik, Sobestian Drwal, Andrzej Sosnówka, Michał Łacko, Kazimierz Wojton, Marcin Pottatin, Grzegorz Pasztaleniec, Marcin Swój, Szymon Kłykieć, Antoni Tomczyk, Andrzej Guskiewicz, Jakub Okłot, Jan Jonak, Jan Iwanicki, Michał Jajko;
Rynek, Pierzeja IV: Jan Dobrowolski, Błażej Pieczek, Jan Zyśko, Maciej Steć, Łukasz Steć, Jacentowa Steciowa,
Kazimierz Peret, Sobestian Jakusiewicz, Sobestian Byczewski;


Wg spisu z 1933 r.:

Beserman Chaja - właścicielka sklepu spożywczego, Beserman Josef - uczeń czapnictwa, Blumenkranc Szloma - kupiec, właściciel sklepu, Blumenkranc Rubin - czapnik, Blumenkranc Szmul - kupiec zbożowy, Guterman Nachman - handlarz, Lewinzon Chaim - szewc naprawkowy, Feferkich Jankiel - handlarz domokrążny - Rychter Kielman - handlarz, Feferkichen Icek - handlarz, Szwarcman Perec - drobny handel, Fac Józef - bez zawodu, Fac Stanisław - handel trzodą chlewną, Bromberg Symcha - piekarz, majster, Nadel Matla - handel, Lustryn Załk - kupiec, Lustryn Szyja - krawiec, Liberbaum Mordko - kupiec, Chomyn Aleksander - lekarz, Sajdak Zofia - służąca, Lachter Estera - właścicielka piekarni, Diament Josek - brakarz, Buchbinder Josef - handlarz, Zyra (Zyre) Szloma - kupiec, Gutlerner Moszek - handlarz, Machnikowska Klementyna - właścicielka realności, Kochanowska Marianna - kapitalistka, Janisz Bolesław - geometra, Zawadzka Wiktoria, Szwarcman Izrael - handlarz, Majzels Aron - handel, Szulchiter Szmul - szewc, Pines Mordko - blacharz, Zylberklang Zelik, Honigsblum Bencjan - handlarz, Jakubiński Marian - emeryt.
Jak można z powyższych wykazów zauważyć, od początku, a więc od połowy XVII w, żydzi w Janowie byli wielce
ekspansyjni – do tego stopnia, że Jan (Sobiepan) Zamojski, który sprowadził do miasta żydów, już 12 lat później zakazał im budowania, a nawet arendowania domów w Rynku, bo „...miasteczko ledwie nie w żydostwo się obraca”. Ten zakaz, ani liczne późniejsze restrykcje nie miały nic wspólnego z dyskryminacją narodowości żydowskiej (antysemityzmem), lecz miały na celu wyrównanie szans rozwoju całego społeczeństwa.


ULICA JANA ZAMOYSKIEGO

Jest osią miasta. Zaczyna się przy rozjeździe na Rzeszów i Lublin, kończy za szpitalem, ma 2,1 km długości. Ale te dwa kilometry to współczesność, pierwotnie było ok. 500 m – do wschodniej granicy miasta, którą wyznaczały ul. Wałowa i Sienkiewicza. Dopiero w II dekadzie XIX w. została przedłużona o 150 m, gdy zakładano park i budowano 10 kamienic dla nowo utworzonego centrum obwodu zamojskiego, a potem jeszcze więzienia po północnej stronie. Jeszcze w XIX stuleciu przedłużono ją do rogatki, a w następnym o 200 m w kierunku na Frampol, Flisy i Krzeszów. Ul. Zamoyskiego jest częścią drogi krajowej nr 74 łączącej Kielce z przejściem granicznym w Zosinie, a także początkiem Traktu Biłgorajskiego. Jak głosi legenda, w I poł. XIX w. zrodził się pomysł, aby zbudować idealnie prostą drogę z Janowa do Biłgoraja. Miała się zaczynać przed janowskim kościołem, a kończyć przy kościele św. Marii Magdaleny w Puszczy Solskiej. Gdy się okazało, że jednak chybiono o ok. 200 m, inżynier, który wytyczył i nadzorował inwestycję, strzelił sobie w głowę. Trakt ten był krótszy o ok. 10 km od alternatywnej drogi via Frampol; był używany do lat 30-tych ub. wieku.
W przeszłości omawiana ulica nazywała się Zamojska, Kanclerza Zamoyskiego, w latach 1974–1990 – 22 Lipca, a w okresie międzywojennym stumetrowy odcinek od rogatki do kościoła – 3 Maja, potem 600m (do Ogrodowej, wówczas Sądowa) – Kancl. Zamoyskiego, a kolejne 400 (do rogatki) – Leona Zamecznika, i po roku 1935 200 m od rogatki w kierunku na Frampol – Gen. Hallera.
Przy głównej ulicy mieściło się, co oczywiste, wiele ważnych urzędów i instytucji. I tak już na samym
początku, tu, gdzie obecnie jest biurowiec mleczarni, niegdyś była szkoła, a w okresie międzywojennym
magistrat. Prawdopodobnie naprzeciwko wśród drzew stał pomnik Tadeusza Kościuszki (przeniesiony
potem do parku czy raczej „ogrodu”, jak wtedy mówiono), a w l. 1916 – 1940 pomnik Strzelców
Piłsudskiego (zburzony przez Niemców). Zaraz za rynkiem był szereg domów mieszkalnych i przeróżnych
sklepów (tak, jak obecnie), a pośród nich m.in. resursa, apteka i gimnazjum (po wojnie szkoła zawodowa),
od 1957 r. pogotowie ratunkowe. W r. 1933 na odcinku od rynku do parku 80% domów po północnej stronie
ulicy należało do żydów, po południowej połowa. W dalszej części ulicy żydzi zamieszkiwali sporadycznie.

Ulica Jana Zamoyskiego na pocz

Ulica Jana Zamoyskiego na pocz. XX w. 

Ulica Jana Zamoyskiego w 1969

Ulica Jana Zamoyskiego 1969

W II dekadzie XIX stulecia ordynacja poszerzyła miasto na wschód, przedłużając ulicę Jana Hetmana Zamoyskiego i budując przy niej szereg domów (i drugi szereg przy prostopadłej do Zamoyskiego 130-
metrowej ul. Sądowej). Wśród nich wyróżnia się piętrowa kamienica będąca najpierw kancelarią obwodu zamojskiego, potem były tu m.in. mieszkania prywatne, poczta, magistrat, wreszcie bank. Po przeciwnej
stronie, na rogu z ul. Sądową był Sąd Poprawczy, potem Grodzki oraz kancelaria Nadleśnictwa. Do dzisiaj stoi zaraz za „Hetmańską” niski, długi budynek, który niegdyś był szpitalem, potem służył Sejmikowi Powiatowemu, a po wojnie był tu internat. Kolejny dom – „medyk”, to przed wojną Starostwo i Urząd Ziemski, a po wojnie Szkoła Podstawowa nr 2, potem Technikum Ekonomiczne i różnie profilowe szkoły medyczne. Teren, na którym obecnie jest Urząd Miejski i Starostwo, pierwotnie służył 9. Pułkowi Kozaków Dońskich jako plac musztry; przy ulicy stała drewniana cerkiew, miała wymiary 31 x 11 m, została rozebrana w 1886 r, gdy ukończona została nowa cerkiew murowana w parku. Po 1918 r. była tu strzelnica.
A dom po przeciwnej stronie (dziś Zespół Szkół W. Witosa) zbudowali Niemcy; po wojnie był tu Dom Dziecka, potem więzienie, bursa.
Na ostatnim odcinku, piętrowy budynek na rogu z ul. Partyzantów podczas ostatniej wojny zajmowała żandarmeria niemiecka (także kamienicę vis-a-vis „Hetmańskiej”); blisko ronda przed wojną była Komenda Policji, a po wojnie Posterunek Milicji; w głębi podwórka był areszt - ta budka zachowała się do dzisiaj.
Rozwidlenie w lewo na Frampol to od połowy XIX w. stajnie kozackie (dzisiaj Policja, Sąd). Rozwija się ono już po 1920 roku. Powstaje tam wtedy siedziba Kasy Chorych, Sądu Grodzkiego, pierwsza w mieście elektrownia Szlagowskiego, od r. 1933 budowany jest Szpital im. Marii Piłsudskiej, a w latach 70. ub. wieku osiedle mieszkaniowe i nowy szpital. Przy rozwidleniu na Obrówkę (ul. Krzeszowski Gościniec) powstało parę nowych domów i tartak. Zasiedla się przedłużenie ul. Zamoyskiego – dzisiejsza ulica Wojska Polskiego, a wtedy Ks. Skorupki.
Przez pierwsze dwieście lat główna ulica była gruntowa (ale miała fragmentarycznie drewniane chodniki), przez kolejne ponad sto – wybrukowana, a od 1957 r. jest asfaltowa. W r. 1924 nieliczne na ulicy lampki oliwne zastąpiło oświetlenie elektryczne. Niespodziewanie elektryfikacja stała się powodem poważnego konfliktu w mieście. Mianowicie gdy pojawiły się wzdłuż rynsztoków (krawężników wtedy nie było) słupy do zawieszenia przewodów, mieszkańcy wyznania mojżeszowego zaczęli przygradzać do nich swoje posesje, tłumacząc to względami rytualnymi. Sprawa była rozpatrywana aż w sejmie.

Józef Łukasiewicz

UL. ŚWIERDZOWA

Obszar Janowa zarysowany przez Katarzynę Zamoyską utrzymywał się przez długie lata, nawet wieki. Od południa i południowego wschodu taką granicą była ulica Wałowa. Na zewnątrz tej ulicy były pola uprawne zwane ogrodami, podzielone na trzy „pasy”. „Pasy” miały szerokość ok. 130 m i rozdzielały je wąskie polne dróżki, ułożone równolegle do ul. Wałowej. Owe rozgraniczające drogi zachowały się do dzisiaj, chociaż są to już ulice: Kopernika, Partyzantów i Ochotników Węgierskich. Na tym terenie nie było siedzib ludzkich, nieliczne pojawiły się dopiero pod koniec XIX w. Za ostatnim „pasem” był las.
Ul. Świerdzowa zaczyna się w rynku i biegnie na południe. Jej oryginalna nazwa (jedyna taka w Polsce) bierze się stąd, że wiodła do śródleśnej wioski Świerdze (vel Świrdze – od: świerk, świrk). Wioska ta już nie istnieje, ale w połowie XX w. były jeszcze na jej miejscu rumowiska kominów. Właściwie tylko część tej kilkukilometrowej drogi nazywała się Świerdzowa – od rynku do lasu, potem była Droga Kruczkowa, a od Kruczka – Droga Jakubowa. Do połowy XIX w. miała ona większe znaczenie komunikacyjne z Zasaniem niż ul Ulanowska, bowiem mniej tu było odcinków bagnistych. W XIXwiecznych wzmiankach można znaleźć różne transkrypcje jej nazwy: Świrdzowa, Świerdzowska, ale bodaj najzabawniejszą znalazłem w przewodniku turystycznym z czasów PRL: Swierdłowa (!). No tak, to zrozumiałe, bo skąd korektor miał znać jakieś tam Świerdze? – to raz, a dwa: w tamtych czasach prawie każde polskie miasto musiało mieć jakiegoś ruskiego bohatera! Ul. Świerdzowa ma 1800 m długości i kończy się w lesie wpadając w ul. Turystyczną. Uwłaszczenie chłopów ordynacji zamojskiej w 1864 r. przyczyniło się do rozwoju rolnictwa w naszym mieście. Rozwijała się mechanizacja rolnictwa, zmiany nastąpiły także w strukturze upraw oraz zwierząt hodowlanych – powszechne dotąd woły zastępowały konie. W tym czasie wykarczowano obrzeże lasu na szerokości 300 – 500 m i pozyskany w ten sposób grunt zamieniono na łąki i pola. Teren o szer. ok. 200 m przed samym lasem stanowił pastwiska. W 1932 r. ordynacja oddała je na własność wspólnocie gminnej do wypasu krów; teren, gdzie ostatnio powstał Zoom Natury nazywano wówczas „Okrąglakiem”, a na obszarze obecnego zalewu – „Wydrzanka”. Ten ostatni był podmokły i bagnisty z przesiąkającą rdzawą wodą.
„Okrąglak” od południa i północy ograniczały piaskowe górki, a ul. Świerdzowa od zachodu. Ta druga górka ocalała szczątkowo jako plaża nad kąpieliskiem i trudno mówić o niej „góra”, bo została może trzecia część dawnej wysokości Białej Góry. Góra południowa nazywała się Wielka i wznosiła się ok. 5-7 m ponad teren, opadając w kierunku płd.-wschodnim. W połowie XX w. stała na jej grzbiecie mała chatka, na górce obok – druga; obie były zamieszkane.
Kiedyś na tej ulicy było niewiele domów; przed wojną zaledwie kilkanaście. Miała bowiem zaniżenia, które były okresowo zalewane. Na odcinku od Wałowej do lasu po obu stronach Świerdzowej były głębokie rowy, które nie tyle odprowadzały, co zbierały wody opadowe z południowej części miasta.
Aż do lat 70. XX wieku przeganiano tędy dwa razy dziennie 150-200 krów na wypas – tam i z powrotem, przez co w dni słoneczne było tu wiele brudu i kurzu, a podczas deszczu totalne błoto. Po utwardzeniu i obsadzeniu drzewami w latach 80-tych ub. wieku ulica ta ucywilizowała się.
Na skrzyżowaniu z ul. Wałową mieszkał na pocz. XX w. niejaki Miękisz – mistyk i fanatyk. W jego domu gromadzili się mężczyźni na jakieś tajemne misteria; m.in. w Wielki Czwartek sprawowano obrzęd umycia nóg. Natomiast w przyległym do tego domu wielkim sadzie straszyło – jak głosiła publiczna wieść.

Józef Łukasiewicz


ULICA BIALSKA

Bialska, bo prowadzi na Białą i dalej Godziszów, Zdziłowice, aż do Lublina. Druga „oś” miasta. Ma 1100 m długości i ponad 100 domów. Zaczyna się w rynku i pnie się łagodnie w górę, następnie przed cmentarzem spada w dół. Brama Roztocza.
Przed wojną prawdziwie żydowska ulica – mniej niż ¼ rodzin stanowili katolicy, resztę starozakonni.
A ponieważ ich rodziny były b. liczne, więc można szacować, że mieszkało ich tutaj ok. 700. Podobny procent ludności żydowskiej występował także na sąsiednich ulicach: Krótkiej, Poprzecznej, Piłsudskiego, a prostopadłą do nich ul. Jasną (dzisiaj bez nazwy) w 100% zamieszkiwali żydzi. Nic zatem dziwnego, że kamienice tego rejonu są chętnie oglądane przez przyjeżdżających do Janowa turystów z Izraela, USA i in. krajów.
Nie ma tu zabytków ani obiektów godnych obejrzenia. Mimo tego na końcu tej ulicy jest miejsce, które od półtora wieku janowiacy chętnie odwiedzają – to cmentarz katolicki, „podziemne miasto” kryjące szczątki ok. 50 tys. tych, którzy w Janowie mieszkali, pracowali, uczyli się. Zaraz za cmentarzem jest Lecznica Weterynaryjna, a za nią duży plac po dawnej plebanii na Białej.
Z kolei na drugim końcu, a w zasadzie początku, pod numerem 2 stoi kamienica, która niegdyś miała arkady (zwane popularnie „jatkami”, bo sprzedawano tu świeże mięso), ale w latach 70 ub. w. „przyszedł walec i wyrównał”, czyli podcienia zamurowano i do budynku wprowadził się urząd miejski. (Zresztą ówczesne władze lokalne miały awersję do zabytków – zaniedbały więzienie, gdy rozsypywała się była kancelaria ordynacka, po prostu ją opuściły, oddając na pastwę losu, a na byłym cmentarzu prawosławnym (w 1918 r. rekoncyliowanym na katolicki) urządziły park. W zamian za to ufundowały nam w socrealu „przepiękny” dom handlowy w rynku. Na następnym rogu (skrzyżowanie Bialskiej i Prostej), pod nr 8 też były arkady, ale te zniszczyła wojna.

Wspolczesne skrzyzowanie ulic Bialskiej i Kilinskiego

Współczesne skrzyżowanie ulic Bialskiej i Kilińskiego
z wmontowaną przedwojenną kamienicą z „jatkami”

Bialska zawsze była ulicą „żywą”. Liczne tutaj sklepy i warsztaty rzemieślnicze ściągały kupujących. Bawiły się tutaj dzieci – wprost na jezdni, a pojawiające się furmanki z częstotliwością jedna na godzinę nikomu nie przeszkadzały. No, chyba że pojawiała się od czasu do czasu kareta jadącego od Godziszowa Beliny Prażmowskiego; wtedy wzmagał się rejwach, gdyż pułkownik rozrzucał cukierki. Gdy kareta się oddaliła, pozostawał jeszcze tuman kurzu, ale można już było wracać do zabawy. Zasługi Władysława Beliny Prażmowskiego dla Polski były powszechnie znane, nic więc dziwnego, że gdy po 15 latach zarządzania majątkiem w Godziszowie opuszczał Ziemię Janowską, został patronem ul. Bialskiej (tylko na 10 lat, bo Niemcy przywrócili status quo).
Wcześniejsze dzieje tej ulicy są mało znane ze względu na brak dokumentów. Możemy się tylko domyślać, że np. Szwedzi, którzy mieli swój obóz na Rudzie, a później spalili Białą, zapewne po drodze dokonali zniszczeń na ul. Bialskiej. Także pożary, które parę razy trawiły Janów, prawdopodobnie dotknęły tę ulicę. Na pewno tak było w lipcu 1922 r., kiedy zarzewie ognia z ul. Szewskiej rozlało się na północną połowę miasta, a groza była tak wielka, że ks. Zawisza wyszedł z monstrancją do centrum rynku i stąd najświętszym sakramentem błogosławił, by ogień się zdławił. I na pewno w ruinę zamieniła się ta ulica (podobnie jak całe miasto od Szewskiej i Ulanowskiej po Sienkiewicza i Wałową) po trzykrotnym bombardowaniu niemieckim we wrześniu ’39 r., co dokumentują zdjęcia. Widziała też ona brawurowe wejście do miasta Wojska Polskiego pod dowództwem płka Filipkowskiego, które to wojsko 29 IX 1939 odbiło Janów z rąk niemieckich i miasto na kilka godzin było wolnym skrawkiem Rzeczpospolitej.
Ci żołnierze szli obok placu na wzgórzu przy ul. Płka Beliny (jeszcze wtedy Beliny!), na którym w 1941 r. Niemcy urządzili obóz karny; przetrzymywano tu w barakach Polaków i żydów za drobne przestępstwa (np. opóźnienie w dostarczeniu obowiązkowego kontyngentu zboża i mięsa), albo ludzi przygotowywanych do transportu na przymusowe roboty do Niemiec lub przeznaczonych na zagładę w Bełżcu czy na Majdanku.
Kto mieszkał na ul. Bialskiej? Najstarszy spis mieszkańców Janowa z 1721 r. wymienia tylko chrześcijan: Bigosów winiarz, Agnieszka żona, Mikołaj Olechowski pielgrzym, żona jego, babka; Katarzyna Joikowna prządka, Marianna Kiełbasina wdowa, Jakub syn; Walek Król gospodarz, Regina żona, Anna siostra, Anna dziewczyna; Wojciech Kras gospodarz, Regina żona, Agnieszka prządka, matka prządka stara; Agnieszka Jajkowna komornica… Ale już w roku 1775 są tutaj: Haim Haiczarz, Michel Moszkowicz, Dawid Izraelowicz, Lejba zięć Lejzora, Berko Chaimowicz, Chaim Czapnik, Michał Szpyt, Łukasz Lipski… W 1860 m.in.: Chana Gerszenblit, Ruchla Gerszenblit handlarka; Chaim Sztajn handlarz; Mordko Fabrykant handlarz; Szmul Broner handlarz; Chaia Korensztajn służąca; Chaja Frocht służąca; Szaja Fabrykant… W 1933 r.: Giersztenblit Ruchla-Łaja właściciel sklepu z żelazem, Wajnberg Szprynca, Lewinzon Berek handlarz, Ajzenszlat Pesza właścicielka piwiarni, Hirszman Jankiel blacharz, Weber Icek kupiec, własny sklep bławatny, Kuperman Josef krawiec, Kucharczyk Julianna właścicielka restauracji…

Józef Łukasiewicz

TO I OWO O POZOSTAŁYCH ULICACH

Trudno opisać poszczególne ulice (poza wcześniej omówionymi: Rynek, Jana Zamoyskiego, Bialska, Świerdzowa) z uwagi na brak jakichkolwiek dokumentów. Np., co można powiedzieć o jednej z najstarszych ulic Janowa – Sukienniczej? Niewiele, poza tym, że pewnie w XIX w. było tu sporo zakładów sukienniczych, bo wcześniej nazywała się Krzeszowska. W części przylegającej do rynku mieścił się przed wojną miejski posterunek Policji, a po wojnie Milicji. Z kolei na ul. Szewskiej pewnie kiedyś było dużo szewców, na Kilińskiego chyba też, bo patron był mistrzem szewskim, ponadto wojującym patriotą. Nazwa ul. Wałowej, wiadomo, od wału pochodzi, tylko gdzie ten wał? A może jednak było tu jakieś obwałowanie, bo w latach 80. XX w. podczas kopania rowu pod kanalizację odkryto szkielet konia na głębokości 3,5 metra! Kto i po co kopałby tak głęboki grób dla konia? Znajdowano tu wtedy na podobnej głębokości także kordziki, tasaki. Dysponuję małym świstkiem papieru, opieczętowanym i podpisanym, na którym magistrat wypłaca żydowi określoną kwotę za …naprawę 4 mostów na ul. Wałowej. Gdzie te rzeki przecinające ulicę? – wyrywa się pytanie. Otóż nie było rzek, ale mostki były, bowiem Zamojska, Wesoła, Świerdzowa i Lipowa miały rynsztoki, którymi w kierunku Wałowej spływała woda opadowa z miasta. Na Wałowej były przepusty, które przeprowadzały wodę na drugą stronę ulicy, skąd szerokim rowem odchodziła w kierunku lasu.

Ul. Ulanowska w latach 60. XX w. i dzisiaj

Ul. Ulanowska w latach 60. XX w. i dzisiaj

Na zakręcie tej ulicy jeszcze niedawno stała 200-letnia chata, w której w przeszłości mieściła się gospoda, szkoła, posterunek wojska carskiego. Przeżyła carat, dwie wojny światowe i komunę, ale pazerności materialnej XXI w. już nie. W pobliżu była kuźnia z pocz. XX w., też została rozebrana.
Najkrótszą ulicą Janowa jest Chopina, boczna Świerdzowej; ma 100 m i stoi tam jeden dom. Natomiast jedną najdłuższych jest Ulanowska (najdłuższą jest Turystyczna). Ma 2,5 km i prawie cała ułożona jest na nasypie, podwyższono także wiele placów do niej przyległych.
Na drugim końcu miasta, od ronda Zieleniewskiego w kierunku Obrówki jest ulica Bohaterów Porytowego Wzgórza, której parokrotnie zmieniano nazwę; wcześniej nazywała się Przemysłowa, jeszcze wcześniej Tartaczna, a na początku Krzeszowski Gościniec.
Obecna ulica Prosta (w XIX w. Błotna) zaczyna się od Szewskiej, a kończy przy Sienkiewicza, bowiem dalszą jej część kilkanaście lat temu nazwano Jana Pawła II. Ta część za cara to była ul. Frampolska. Być może jest to mało interesujący szczegół, więc dodam, że przy Frampolskiej stała największa w dziejach Janowa stodoła – miała ok. 50 m długości, a gromadzono w niej siano i słomę dla kozackich koni.
Niektóre ulice zniknęły (Dzika, Błotna) – fizycznie i formalnie. Były też ulice „na papierze” – planowane, ale nigdy nie zrealizowane, m.in. „Wagonowa” w północnej części miastach, gdy po 1920 r. podjęto (nieskutecznie) inicjatywę budowy linii kolejowej do Janowa. Były też przymiarki podzielenia dodatkowymi ulicami dużych obszarów między 3. Maja (wtedy Księża) a Sienkiewicza (Polna) ulicą równoległą między nimi, oraz między Wałową a Krzywą (dwiema: równoległą i prostopadłą). Najnowsze plany zakładają przedłużenie ul. 3. Maja oraz reanimację planu z przełomu lat 70/80 ub. wieku – budowę nowej ulicy pomiędzy Zamoyskiego i Wyszyńskiego i do nich równoległej.
I jeszcze o dwóch ulicach, których nigdy nie było, nie ma dzisiaj, ale muszą być – im wcześniej, tym lepiej. Myślę o obwodnicach – zachodniej i północnej. Zamoyscy zakładając miasto w 1640 roku nie byli w stanie przewidzieć ruchu komunikacyjnego, z jakim mamy do czynienia dzisiaj, więc główna ulica „dusi się” z braku alternatywnych ciągów komunikacyjnych.
Na zakończenie: niebawem wejdzie w życie ustawa dekomunizacyjna, zobowiązująca samorządy do oczyszczenia ulic, placów i pomników z „bohaterów” epoki PRL-u. Janów uporał się z tym problemem już ćwierć wieku temu i Wanda Wasilewska, Karol Świerczewski, Leopold Długosz, Nikołaj Prokopiuk etc. odeszli w niepamięć. Ostała się nieszczęsna ul. Bohaterów (?) Porytowego Wzgórza (ci „bohaterowie” są także patronami liceum!). Prawda jest taka, że w czerwcu ’44 na Porytowym Wzgórzu opór Wehrmachtowi stawiło 3000 partyzantów, spośród których tylko co szósty był Polakiem (AK, AL., BCh i in.), zaś dominującą większość stanowili Rosjanie, którzy – wiadomo! – na bagnetach nieśli nam „wolność”. Kto tu jest bohaterem? Jak odróżnić ziarno od plew? Nie mnie o tym rozstrzygać, niech zajmie się tym IPN.
Refleksja na koniec tego cyklu.
Spacerując ulicami Janowa, podziwiam zmiany, jakie tu zaszły w ostatnim ćwierćwieczu, ale przede wszystkim myślę o ludziach, którzy chodzili po janowskich ulicach lata temu, którzy na przestrzeni wieków wznosili to miasto, burzyli je i odbudowywali, nadając mu jego obecną formę. Myślę o mieszkającym na ul. Targowej Wincentym Sowie ps. Vis, którego stracono na Zamku w Lublinie, o innym „Żołnierzu Wyklętym” – Władysławie Ulanowskim z Lipowej (Kołłątaja), o „Katyńczykach”: mjr. Kazimierzu Łukasiewiczu z Próżnej (14. Czerwca) i asp. Edwardzie Olszówka z Wałowej, o artyście malarzu Wincentym Łukaszewiczu z Ogrodowej… Bo człowiek potrzebuje korzeni, by znaleźć sens i by odkryć swoją tożsamość. Bez korzeni jest się jak zakończenie bez początku – kimś fałszywym. A przecież, jak pisał Byron Sherwin, „Nikt siebie nie stwarza. Każdy skądś przychodzi. Nikt nie jest tabula rasa. Każdy z nas jest tutaj dzięki tym, którzy nas poprzedzili”. 

Józef Łukasiewicz

Dodaj komentarz


Kod antyspamowy
Odśwież

WybranskiFamily