JMod Facebook Slider Likebox

contrast7.jpgcontrast2.jpgcontrast4.jpgcontrast10.jpgcontrast1.jpgcontrast12.jpgcontrast14.jpgcontrast6.jpgcontrast15.jpgcontrast13.jpgcontrast9.jpgcontrast11.jpgcontrast8.jpg

CMENTARZ BIALSKI

 Cmentarz bialski to największa i jedna z najstarszych nekropolii w regionie janowskim. Zajmuje powierzchnię 5,69 ha. Położny jest przy ulicy Bialskiej, na obrzeżach miasta, na łagodnym stoku doliny. Otoczony jest zabudową podmiejską (od północnego-wschodu zwartą zabudową ulicy Kamiennej) oraz sadami i ogrodami. Cmentarz jest rozplanowany na planie prostokąta, a od głównej alei, ciągnącej się z zachodu na wschód, regularnie odchodzą alejki boczne. Cmentarz posiada murowane ogrodzenie. Znajduje się na nim kaplica cmentarna zbudowana w latach osiemdziesiątych XX w. oraz dawna kostnica i budynek gospodarczy. Zieleń na cmentarzu jest rozmieszczona głównie w zachodniej części oraz wzdłuż alejek i południowej części ogrodzenia – są to starodrzewy: lipa, kasztanowiec, jesion, klon, dąb, łącznie ok. 100 sztuk. Szpalery świerkowe znajdują się w części wschodniej. W 1991 r. cmentarz bialski został wpisany do rejestru zabytków[1].

 

Cmentarz bialski jest użytkowany od 1856 r. (jego historię przedstawiłem w poprzednim numerze Janowskich Korzeni). W tym czasie pochowano na nim około 50 tys. osób (szczegółowe dane za każdy rok przedstawia tabela nr 1.). Byli to wierni z parafii Biała, a od 1867 r. Janów Lubelski. Pochodzili oni z następujących miejscowości: Janów Lubelski, Biała, Biała Poduchowna, Podlaski, Pikule, Ruda, Borownica, Kopce, Łążek Ordynacki i Garncarski, Jonaki, Szklarnia, Zofianka Górna, Zofianka Dolna, Kawęczyn Nowa Osada, Flisy (do chwili obecnej); Dzwola, Konstantów, Kocudza Górna, Kocudza, Władysławów, Kapronie, Zdzisławice - do 1920 r.; Momoty Jakubowe, Momoty Nowa Osada – do 1929 r.; Momoty Górne, Momoty Dolne, Ujście, Kiszki, Szewce – do 1958 r.; Krzemień, - do 1985 r.; Kawęczyn, Wólka Ratajska, Rataj Ordynacki i Poduchowny – do 1985 r.; Andrzejów – do 1989 r. Obecnie cmentarz ten użytkują dwie janowskie parafie – św. Jana Chrzciciela i św. Jadwigi.

Czytaj więcej...

WOJENNE WSPOMNIENIA ŻOŁNIERZA KOP W SARNACH

Podczas tragedii II wojny światowej nie było miejscowości na Ziemi Janowskiej, która by nie złożyła swojej daniny ofiar ludzkich i pożogi. Nie sposób opisać, choćby wymienić,tych wiosek, które masowo mordowano i palono. Trudno tym bardziej wymienić ludzi, którychrozstrzelano bądź wywieziono do obozów koncentracyjnych. Wśród tych ostatnich był m.in.zamordowany w Dachau ks. Józef Bierzyński - budowniczy kościoła w Godziszowie, ks.Dmochowski – proboszcz parafii Godziszów i ks. Franciszek Trochonowicz, późniejszy proboszcz Janowa – dwaj ostatni szczęśliwie przeżyli obozy koncentracyjne. W Rapach k. Biłgoraja rozstrzelano ks. Klukaczyńskiego z Momot za posługę religijną niesionąpartyzantom.
  Urodziłem się 26 grudnia 1909 r. W rodzinie chłopskiej. Rodzice – Walenty i Katarzyna zeZdyblów. W latach 1930 – 32 odbywałem służbę wojskową w 86 Pułku Piechoty wMołodecznie.
 26 sierpnia 1939 r. stawiłem się w Pułku Korpusu Ochrony Pogranicza w Sarnachwoj. wołyńskie, jako rezerwista powołany w ramach cichej mobilizacji. Pułkiem KOP – Sarnydowodził ppłk. Nikodem Sulik. Po przybyciu do koszar Pułku i zameldowaniu się u oficerainspekcyjnego, zostałem przydzielony do 4 Kompanii Straży Granicznej, której dowódcą byłkpt. Emil Edmund Markiewicz. Kompania ta liczyła 600 żołnierzy i podzielona została na 6plutonów. Pluton, do którego zostałem wcielony, dowodzony był przez ppor. rez. Jana Bołobota, rodem z Lublina.

Czytaj więcej...

NIEZNANY GRÓB NIEZNANEGO PARTYZANTA

- Jeszcze, gdy byłem małym dzieckiem, przyprowadzała mnie tutaj mama –opowiada Edward Sowa z Momot Górnych. – I pamiętaj, żebyś zawsze dbał o to miejsce, także, gdy mnie zabraknie – dodawała.

To niezwykłe miejsce, to grób nieznanego partyzanta w lesie między Momotami a Porytowym Wzgórzem. Gdy na początku czerwca 1944 r. zawężał się pierścień, w którym Niemcy starali się zamknąć i unicestwić polskich i sowieckich partyzantów, ludzie z Momot, którzy już wcześniej parokrotnie doświadczyli hitlerowskich pacyfikacji, poczęli budować w lesie schrony. A gdy na dwa dni przed decydującą bitwą ktoś ostrzegł, że Niemcy są tuż-tuż, rzucili się do ucieczki. Jakaś uciekająca grupka natknęła się na młodego chłopaka z karabinem i biało-czerwoną opaską na rękawie. – Uciekaj, zaraz tu będą Niemcy, zabiją cię! – przekonywali go, ale on odpowiedział: - Nie wolno mi, stoję tu jako czujka, taki mam rozkaz.

Dzień po bitwie ucichł las, ludzie wracali do swych domostw. Wtedy po raz drugi natknęli się na owego chłopaka; leżał martwy w tym samym miejscu, był zadźgany bagnetem. Pogrzebano go w tym miejscu, usypano niewielki kopczyk, wstawiono prosty krzyż.

Czytaj więcej...

Rzeźby wróciły, tam gdzie ich miejsce.

Po 73 latach na frontonie naszego kościoła pojawiły się figurki świętych. Na starych zdjęciach są widoczne do roku 1945. Potem zostały zdjęte i na zdjęciach powojennych już ich nie ma .Obecnie od 20 kwietnia figurki wróciły na swoje miejsce. Zgodnie z atrybutami świętych figurka z lewej to św. Paweł trzymający miecz. Natomiast po prawej to św. Piotr z kluczem. Święci których symbolizują figury są patronami odpustu odbywającego się dnia 29 czerwca. Pomysłodawcą i sponsorem był Pan Michał K, wykonawcą figurek był Pan Ryszard B.

Dziękujemy za wspaniałą inicjatywę. Oby więcej takich pomysłów!

31157687 1977202355929338 6458661834202284032 n

31178302 1977202939262613 4229474117092376576 n

SZLAK Z JANOWA NA SYBERIĘ

Niedawno, 22 stycznia 2018 roku minęła 155. rocznica wybuchu powstania styczniowego. Na rozkaz Centralnego Komitetu Narodowego, występującego jako Tymczasowy Rząd Narodowy, około 4 tysiące powstańców zaatakowało garnizony wielkiej okupacyjnej armii rosyjskiej liczącej 66 batalionów piechoty, 24 szwadrony jazdy, 60 sotni kozackich, ponadto załogi forteczne, oddziały graniczne i żandarmerię. Dysproporcja sił pomiędzy walczącymi stronami była o tyle bardziej miażdżąca, że powstańcy szli w bój uzbrojeni w strzelby myśliwskie i kosy. Wojna miała charakter partyzancki. Oddziały powstańcze nie utworzyły jednej armii dowodzonej przez jednolite dowództwo.

Wybuch powstania przyspieszyła wieść o brance, czyli przymusowym poborze do rosyjskiego wojska. Przeciwnik, który sprowokował wybuch powstania, nie przypuszczał, że „ruchawka”, która miała być stłumiona w ciągu kilku godzin, a najwyżej kilku dni, potrwa kilkanaście miesięcy. Przez szeregi oddziałów powstańczych przeszło 100 tysięcy ludzi. Zginęło 30 tysięcy, 7 tysięcy dostało się do niewoli. Na mocy wyroków sądowych stracono 700 osób. Skonfiskowano majątki i narzucono daninę pieniężną o wartości prawie 35 milionów rubli. Skasowano klasztory katolickie (w tym janowski dominikanów), setkom miast (m.in. Modliborzycom) odebrano prawa miejskie. Liczbę zesłanych na syberyjską katorgę ocenia się na 38 tysięcy.

O epizodach powstania na naszym terenie można przeczytać w książce „Sztafeta pokoleń Ziemi Janowskiej”. Niestety nie został dotąd opracowany wątek syberyjski zesłańców z naszego terenu. Podane poniżej przykłady też nie wyczerpują tego zagadnienia, są zaledwie drobnym przyczynkiem do takiego opracowania. I tak jednym z pierwszych janowiaków skazanych na syberyjską katorgę był ks. Klemens Łukasiewicz (ok. 1806-po 1857), który angażował się w patriotyczne wystąpienia podczas powstania krakowskiego (1846 r.). W 1847 r. trafił pod sąd wojenny, a dwa lata później został skazany na zesłanie na Syberię do guberni irkuckiej, gdzie przebywał w latach 1851-57. Po amnestii powrócił do guberni lubelskiej*1. Z kolei Paweł Porada (1822-po 1870), jeden z głównych organizatorów powstania styczniowego na naszej ziemi, został skazany na 8 lat katorgi na Syberii oraz konfiskatę mienia, ale podczas tymczasowego przetrzymywania w więzieniu w Lublinie zdołał zbiec*2. Andrzej Zieliński z Janowa Lubelskiego, 18-latek, uczestniczył w powstaniu, potem zbiegł za granicę, a po powrocie działał w oddziale Prężyny, w końcu został złapany w październiku 1864 r.; skazano go na 20 lat ciężkich robót w syberyjskich kopalniach rudy*3. Spośród janowskich dominikanów po kasacie zakonów w 1864 r. na pewno na Syberię zesłano przeora Kajetana Maciejewskiego. Oskarżono go o to, że pomagał w napadzie na wojska rosyjskie w Janowie, namawiał ludność, by wstępowała do oddziałów powstańczych, odbierał od powstańców przysięgę. Prawdopodobnie jego los podzielili pozostali janowscy zakonnicy*4.

I jeszcze zagadka, którą w 2010 r. przywiozła nam Irena Gołowa z Jenisejska nad Jenisejem. Jest ona praprawnuczką Władysława z Janowa, który wraz z bratem Janem został zesłany na Sybir właśnie do Jenisejska. Nie wie, jakie nosił nazwisko, potocznie nazywali ich „Janowymi” - od miejscowości, z której pochodzili. Władysław na drogę otrzymał od matki ikonę Matki Boskiej Janowskiej, oprawioną w metalową sukienkę. Ten obraz zawinięty w haftowany różowy lniany ręcznik, przechowywany jest w rodzinie do dzisiaj i ma już półtora wieku. Przez cały czas ikona przekazywana była z pokolenia na pokolenie. Babcia Zofia w czasie prześladowań ukrywała go w tym ręczniku. Nocami obraz był wystawiany na stole, a zaufani Polacy potajemnie przychodzili na wspólną modlitwę. Starsi modlili się po polsku, ale dzieci nie, bo uczono je języka rosyjskiego, aby nie narażać się na niebezpieczeństwo. Obawiali się, że dzieci mogą komuś o tym powiedzieć i będą prześladowani. Z zapamiętanych przez Irenę szczegółów można przypuszczać, że Władysław i Jan pochodzili z Białej.

Ostatni ze znanych janowskich Sybiraków, to rodziny Sowów i Krystelich; ich losy były prezentowane w „Janowskich Korzeniach”.

Czytaj więcej...

WybranskiFamily